W dniu wszystkich świętych wspominamy gorzowian, o których mówiliśmy na naszej antenie - najpierw o ich życiu, a potem o odejściu.
Jedną z takich osób jest Marta Piekarz, młoda gorzowianka, której nikt nie udzielił pomocy, gdy zasłabła na ulicy, choć sama była aktywną wolontariuszką, zaangażowaną w pomoc innym. Tak wspominał ją aktor Cezary Żołyński. Marta biegła na przystanek tramwajowy w Gorzowie. Nagle upadła. Żadna z osób znajdujących się na przystanku nie udzieliła Marcie pierwszej pomocy. Doszło do niedotlenienia mózgu. Mimo wysiłków lekarzy w maju tego roku Marta zmarła.
Kolejną taką osobą jest Edyta Kamo-Libio, chora na nowotwór studentka Wyższej Szkoły Biznesu, która wielokrotnie opowiadała publicznie o swojej nadziei i determinacji, chcąc dać silę do walki innym chorym. Była radosną, pogodną dziewczyną. Nigdy nie narzekała" - mówi kanclerz WSB Ewa Pawlak. O tym, że jest chora, Edyta dowiedziała się w 2005 roku. Polscy lekarze nie dawali jej szans, ich niemieccy koledzy zrobili Edycie autopszeszczep i młoda gorzowianka przeszła długie leczenie. Wtedy wszyscy cieszyli się, że Edyta wyzdrowiała. Tryskała energią i mówiła, że warto wierzyć w cuda. Okazało się, że choroba nie odpuściła. Edyta zmarła w lipcu szpitalu we Frankfurcie. Miała 23 lata, nie zdążyła ukończyć studiów.
W tym roku zmarł także gorzowski poeta Kazimierz Furman. Zadebiutował 35 lat temu wierszem na łamach Nadodrza", dwa lata później ukazał się jego pierwszy tomik - w sumie wydał ich dwanaście. Przegrał z ciężką chorobą. Odszedł w domu, zasnął w fotelu" - mówi przyjaciel poety Bogusław Dziekański. Kazimierz Furman był zdobywcą wielu literackich nagród i wyróżnień. Jego twórczość po raz ostatni została doceniona w tym roku. Był jedną z trzech osób uhonorowanych Statuetką Motyla, czyli Nagrodą Kulturalną Prezydenta Gorzowa.
Komentarze