Od wczoraj trwa lodołamanie na Warcie w Kostrzynie. Rzekę uwalniają trzy lodołamacze ze Szczecina - silny, czołowy lodołamacz Wilk i dwa mniejsze: Żbik i Lis, pracujące wcześniej na Odrze. Pracę statków i ich załóg utrudnia zachodni wiatr, zatrzymujący odpływ połamanej kry do Odry. Pokrywa lodowa na Warcie utrzymuje się już jednak zaledwie na sześciu kilometrach, więc jutro akcja powinna się zakończyć.
""Lód jest gruby na 30 cm, dodatkowo podbity śniegiem"" - ocenia Dariusz Wiśniewski, kapitan ""Wilka"". Kierujący ""Lisem"" kapitan Jarosław Graf wspomina najtrudniejsze momenty tegorocznej akcji: samoczynne zerwanie się zatorów i zbudowanie jednego czterometrowego zatoru na wysokości Słubic. Na szczęście, w tym przypadku Odra poradziła sobie sama i lód ruszył w kierunku Szczecina, rozkładając się w korycie.
Kapitan Jerzy Hopfer, od 26. lat kierownik lodołamania na dolnej Warcie i specjalista do spraw ochrony przeciwpowodziowej, uważa, że w tym roku mieliśmy szczęście. Mimo ostrej zimy uwalnianie rzek od lodu przebiega sprawnie, bo - jak tłumaczy kpt. Hopfer - dzięki wysokim stanom wody, lodołamacze, mimo swojego sporego zanurzenia (ok. 1,60 m) mogły dotrzeć do zatorów i je rozbić. Przy niskiej wodzie bylibyśmy zdani na scenariusz napisany przez pogodę. ""Dlatego oprócz wzmacniania i podwyższania wałów przeciwowodziowych należy inwestować w regulację koryta rzeki - zjawiska lodowe na rzece uregulowanej przebiegają bezpieczniej z punktu widzenia ochrony przeciwpowodziowej"" - tłumaczy kapitan gorzowskiej ""Kuny"".
Dodajmy, że podwyższony stan Warty zatrzymał lodołamacze powyżej kostrzyńskich mostów. Statki nie wrócą do bazy w Szczecinie, dopóki woda nie opadnie. Do tego czasu można je oglądać przy nabrzeżu Nadzoru Wodnego w Kostrzynie.
Komentarze