Można powiedzieć, że społeczeństwo zjednoczyło się w obliczy tragedii z 10 kwietnia. To setki tysięcy ludzi. Oglądając relacje w telewizji przyglądałem się twarzom osób, które po kilkanaście godzin czekały, aby pożegnać prezydencką parę - powiedział nasz poranny gość - ksiądz prałat Witold Andrzejewski. - Są to w większości młode osoby, które dopiero zaczynają żyć. Na trasie przejazdu prezydenckiej trumny były setki tysięcy ludzi. A przecież nikt im tam nie kazał przychodzić, to była wewnętrzna potrzeba. Ksiądz Andrzejewski powiedział nam także, że obecny zryw narodowy nie pójdzie w niepamięć. To, co najważniejsze, pozostanie w sercu - dodał. Ksiądz Andrzejewski odniósl się także do protestów, dotyczących miejsca pochówku prezydenckiej pary. - Protestować można, ale nie można być nikczemnym - podsumował.
Komentarze