Czy gorzowscy radni - w imię podreperowania budżetu miasta w czasie kryzysu - byliby gotowi obniżyć swoje diety? Taki pomysł padł między innymi w Radzie Miasta Dąbrowy Górniczej. Jak się okazało, gest okazał się dla większości tamtejszych radnych zbyt trudny do wykonania, ale my sprawdzamy, jak na taki pomysł zapatrują się gorzowscy rajcowie. W tym roku na diety radnych zapisano w budżecie Gorzowa 530 tysięcy złotych. Przeciętny radny otrzymuje miesięcznie 1468 złotych brutto, a przewodniczący 2569 złotych. "Ostatnia obniżka dotyczyła wysokości diety przewodniczącego Rady" - przypomina rzecznik magistratu Jolanta Cieśla. Robert Surowiec, gdy został przewodniczącym, uszczuplił swoją dietę ze 150 do 140%, i tak już zostało.
Obniżenie diet byłoby bardziej działaniem PR-owskim, niż odczuwalnym zastrzykiem finansowym do budżetu miasta - uważają pytani przez nas radni. Arkadiusz Marcinkiewicz z Prawa i Sprawiedliwości zwraca uwagę na fakt, że dieta rekompensuje części radnym nieobecność w miejscu pracy podczas sesji Rady i posiedzeń komisji.
Zdaniem Pawła Leszczyńskiego z klubu Lewicy decyzja o obniżeniu diet musiałaby zapaść jednomyślnie, ale jest warta rozważenia. "Utraty dziesięciu procent diety radny nie odczuje, a mieszkaniec ten gest doceni" - argumentuje Paweł Leszczyński.
Dodajmy, że diety radnych mogą być obniżane, jeśli radny jest nieobecny na sesji lub na posiedzeniu komisji.
Komentarze