Odcinek Armii Polskiej od ulicy Łokietka do 30. Stycznia przez kilkanaście minut był dziś nieprzejezdny. A wszystko ze względów bezpieczeństwa. Jedno z przydrożnych drzew na miejsce odpoczynku wybrały sobie pszczoły. By usunąć rój, który mógłby zagrażać mieszkańcom, wezwano straż pożarną. Bez ubrań ochronnych, usuwaniem owadów zajął się pszczelarz z wieloletnim stażem. Kazimierz Sydor wszedł na drabinę i - jak opowiadali nam świadkowie - odciął gałąź, na której siedziały owady. Twierdzi, że pszczół się nie boi, bo zna ich zwyczaje.
"Ja znam pszczoły. Wiem, kiedy one atakują. Znam ich obyczaje" - mówił nam pszczelarz. Dodał, że sam ma ponad 100 uli. Jak apelują strażacy, gdy zauważymy gniazdo os, czy rój pszczół nie próbujmy - jeśli nie mamy doświadczenia - sami ich usuwać. Bezpieczniej będzie, gdy - jak w tym przypadku - zajmą się tym fachowcy.
Komentarze