Policja wyjaśnia sprawę spłonięcia w nocy trzech autobusów w zajezdni Miejskiego Zakładu Komunikacji w Gorzowie. "Na tym etapie dochodzenia wykluczamy udział osób trzecich, czyli podpalenie" powiedział rzecznik gorzowskiej policji, Sławomir Konieczny. W nocy paliły się dwa 18-letnie Jelcze M-11 i młodszy o osiem lat Jelcz MM/2.
Jak mówi dyrektor MZK, Roman Maksymiak strata tych trzech pojazdów jest dotkliwa, ponieważ obsługiwały one cały czas wybrane linie. Jednak gorzowianie nie powinni w żaden sposób odczuć zmniejszenia się gorzowskiego taboru. Jak dodaje dyrektor Maksymiak, w całym zdarzeniu godna pochwały jest postawa wszystkich pracowników. Obok płonących autobusów znajdowało się jeszcze 60 pozostałych, a odległości między poszczególnymi pojazdami to 75 cm. "To duże szczęście, że udało się wszystkie w porę przestawić" - dodaje dyrektor. W wyniku nocnego pożaru nikt nie ucierpiał. Akcja gaśnicza, która rozpoczęła się około godziny drugiej w nocy trwała trzy godziny. Uczestniczyły w niej cztery zastępy straży pożarnej.
Komentarze