O drogach wodnych dyskutowali uczestnicy kolejnego spotkania w ramach POlitycznego Klubu Dyskusyjnego Senatora Henryka Macieja Woźniaka. Podtytułem dyskusji było pytanie: "czy łączą nas rzeki?". Dyskutanci doszli do konkluzji, że jeszcze tak, ale jeśli nie ruszy regularna, systematyczna i konsekwentna budowa umocnień regulacyjnych rzek - już wkrótce nazywanie rzek "drogami wodnymi" stanie się kuriozalne.
Dyrektor Danuta Wesołowska-Wujaszek z Departamentu Gospodarki i Infrastruktury Urzędu Marszałkowskiego zrelacjonowała stan prac nad projektem rewitalizacji Międzynarodowej Drogi Wodnej E70, której częścią jest połączenie Wisła-Odra. Jak na razie projekt jest na etapie rozdzielania zadań i opracowania koncepcji finansowania.
Jak zauważył Jerzy Hopfer, na obecny stan rzek sami sobie zasłużyliśmy. Jedną z głównych przyczyn była reorganizacja administracji wodnej w 1972 roku, która polegała na zlikwidowaniu Okręgowych Zarządów Wodnych, a utworzeniu Okręgowych Dyrekcji Gospodarki Wodnej i Przedsiębiorstw Budownictwa Wodnego. Administracja stała się administracją bez śrubokręta i młotka" - mówi Jerzy Hopfer. Wydłużyło to procedury prowadzenia napraw budowli hydrotechnicznych i stopniowo coraz bardziej przyczyniało się do pogarszania stanu dróg wodnych w Polsce.
Jerzy Hopfer przekonywał uczestników spotkania, że teraz ruch należy do samorządów - to one powinny budować przystanie wodne i mariny, a uchwałami - pod hasłem ochrony przeciwpowodziowej - skłaniać Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej do prowadzenia prac regulacyjnych. Drobnymi krokami, budując po kilka ostróg rocznie, remontując po dwie śluzy, rzeki znów staną się w pełni żeglowne" - przekonywał kapitan Kuny".
Komentarze