Gorzowska Prokuratura Okręgowa skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko członkom grupy przestępczej zajmującej się oszustwami paliwowymi. Na ławie oskarżonych zasiądzie łącznie 28 osób. Proceder polegał na obrocie olejem opałowym, który po odbarwieniu był sprzedawany jako pełnowartościowy olej napędowy. Oskarżeni zarabiali na różnicy w wysokości akcyzy - ta na olej opałowy jest znacznie niższa niż za olej napędowy.
Proceder miał trzech szefów. Pozostali oskarżeni to ludzie od czarnej roboty, zarządcy baz paliw, pośrednicy przy obrocie paliwem. Sprawa miała swój początek w lutym 2006 roku, kiedy na przejściu w Świecku zatrzymano cysternę z olejem opałowym, wątpliwości budziła dokumentacja dotycząca jego importu z Niemiec.
Śledztwo wykazało, że grupa była dobrze zorganizowana. Na terenie kraju miała trzy bazy paliwowe, w których odbarwiano olej opałowy. Największa z nich znajdowała się w Złocieńcu (woj. zachodniopomorskie), na terenie byłej bazy paliwowej armii radzieckiej. Olej opałowy był przede wszystkim sprowadzany z Niemiec przez podstawione firmy, które kontrolowali trzej główni oskarżeni. Według prokuratury łącznie odbarwiono ponad 2,6 mln litrów oleju opałowego o wartości ponad 6,5 mln zł. Po oczyszczeniu paliwo trafiało na polski rynek jako olej napędowy, gównie do mniejszych stacji benzynowych. W fakturach wykazywano, że jest to pełnowartościowy olej napędowy. Faktury wystawiały firmy, które założono tylko w tym celu.
Prokuratura nie ustaliła, by trefne paliwo nabywały stacje należące do dużych sieci. Właścicieli mniejszych stacji kusiła atrakcyjna cena. Podczas śledztwa ustalono także kilka osób, który po zatankowaniu podrobionego oleju napędowego musiały naprawiać silniki swoich samochodów.
Komentarze