Jakie będą dalsze losy oświatowej Kasy Zapomogowo - Pożyczkowej po tym, jak osoba zarządzająca jej zasobami przywłaszczyła sobie ponad 270 tysięcy złotych? W poniedziałek odbyło się walne zebranie delegatów członków kasy, na którym nie podjęto żadnych konkretnych decyzji. Członkowie Kasy uważają, że w tej sytuacji miasto nie powinno ich zostawiać, gdyż Kasa w swojej działalności korzystała z pomocy pracowników Wydziału Edukacji. Miasto z Kasą Zapomogowo - Oświatową nie ma nic wspólnego - tłumaczył na naszej antenie prezydent Tadeusz Jędrzejczak. Zostałem poproszony o przeprowadzenie audytu i to zleciłem. Po wykryciu nieprawidłowości skierowałem doniesienie do prokuratury i na tym koniec" - dodaje. Poza tym prezydent twierdzi, że to związki zawodowe powinny mieć nadzór nad prowadzeniem Kasy.
Z tym nie zgadza się natomiast przewodnicząca ZNP w Gorzowie Barbara Zajbert, która twierdzi, że nie ma takiego zapisu w statucie związków. Tego typu działalność możemy prowadzić tylko społecznie i rzeczywiście, kontrola była przez związki przeprowadzona w 2005 roku. Wtedy nic nie budziło naszych zastrzeżeń, poza tym towarzyszył nam wtedy naczelnik wydziału edukacji" - dodaje. Bez względu więc na to, po czyjej stronie leży wina, na razie pewne jest to, że gorzowska Kasa Zapomogowo - Pożyczkowa nie zostaje rozwiązana. Natomiast szczegółowa inwentaryzacja środków zgromadzonych przez ponad 700. członków będzie przeprowadzona po zakończeniu postępowania prokuratorskiego.
Komentarze