20 tys. kilometrów bezdroży pokonanych przez cztery nissany szlakiem, który przebył w XIII wieku pierwszy wielki polski podróżnik - Benedykt Polak, przejechanych bez najmniejszej awarii (nawet bez wymiany żarówki) - to najkrótsze motoryzacyjne podsumowanie Ekspedycji Szlakiem Benedykta Polaka, która dotarła niedawno do mety w Krakowie.
Kliknij, aby powiększyćPodróżnicy przejechali samochodami Nissan Patrol i Navara trasę przez Ukrainę, Rosję, Kazachstan, Kirgistan i Mongolię, aby zebrać materiał do filmu dokumentalnego o Benedykcie Polaku. Podczas prawie dwumiesięcznej podróży uczestnicy skoncentrowali swoje siły na pokazaniu w filmie różnorodności krajobrazowej, kulturowej i obyczajowej mijanych krain, poznanie ludzi spotykanych na trasie, sposobu ich życia i pracy oraz egzotyki poznawanych cywilizacji. Śmiałkowie odwiedzając fascynujące miejsca historyczne i geograficzne, pokonali kałmuckie, kazachskie i mongolskie stepy, góry Tien-shan, dotarli do celu podróży Benedykta Polaka - Karakorum.
Szef Ekspedycji Jerzy Szkamruk przyznaje, że był zaszokowany brakiem najmniejszych problemów w eksploatacji Nissanów na trudnej i długiej trasie: "Wytrzymałe auta zostały znakomicie przygotowane do ekspedycji przez serwis Japan Motors i nawet przezornie zabrane elementy zawieszenia, resory, sprężyny, amortyzatory i drążki skrętne pozostały nierozpakowane na bagażnikach dachowych".
Kliknij, aby powiększyć"Obawialiśmy się złej jakości paliwa, niejednokrotnie przelewanego wiadrami z beczek - ale i z tym silniki Nissanów smarowane syntetycznym olejem Mobil 1 sobie poradziły. Z uwagi na warunki uczestnicy zdecydowali o wcześniejszej (po 10 tys. km) wymianie filtrów paliwa i oleju. Były to jedyne czynności serwisowe, poza wymianą dwóch przebitych gwoździami opon. Żartowaliśmy sobie nawet, że samochody, w przeciwieństwie do nas, nie traciły mocy nawet w rozrzedzonym powietrzu gór Tien Shan, na wysokości ponad 4000m npm".
Ekspedycja Szlakiem Benedykta Polaka oraz powstający w jej wyniku film i program telewizyjny ma na celu popularyzację postaci Benedykta Polaka, który z Janem di Piano Carpinim dotarł na dwór mongolskiego chana na ćwierć wieku przed Marco Polo. To dokonanie naszego rodaka, doceniane przez międzynarodowe autorytety w dziedzinie geografii i historii, jest zupełnie nieznane w Polsce.
Wiele wyobrażeń okazało się zaskakująco błędnych, wiele oczekiwań zostało spełnionych, uczestnicy przeżyli niezliczoną ilość przygód, przywieźli masę wspomnień, ciekawostek i anegdot. To wszystko będą mogli przeżyć także widzowie programu przygotowywanego dla telewizyjnej Dwójki.
Komentarze