Narządy nie rosną na drzewach - pod tym hasłem przebiegała kampania informacyjna w Miasteczku Zdrowia, które rozlokowało się dzisiaj na Placu Katedralnym. Całość przygotowało Stowarzyszenie Życie po przeszczepie. Jak mówił nam jego prezes Krzysztof Pijarowski, takie działania są bardzo potrzebne, bo przełamują tabu i niechęć do niesienia pomocy innym potrzebującym.
Nikt z nas nie wie, czy kiedyś sam nie będzie potrzebował transplantacji. Zawsze to powtarzam, że z transplantacją jest jak z barykadą. Po jednej stronie stoją osoby, które czekają na przeszczep, a po drugiej te, które mogą podarować życie. Musimy pamiętać o tym, że decydując się na podarowanie swoich narządów po śmierci innym, możemy dzięki temu uratować 5-6 ludzkich istnień - mówi Pijarowski.
Podczas Białej Niedzieli Stowarzyszenie rozdawało tzw. deklaracje woli, czyli karnety, na których każdy mógł napisać, czy chce po śmierci przekazać swoje organy. Jak dodaje Pijarowski, sama transplantacja nie jest wcale procesem łatwym. Czasami zwykła biurokracja przekreśla szansę na uratowanie życia. Transplantolodzy po ubiegłorocznych oskarżeniach pod ich adresem, rzadziej decydują sie na wydawanie opinii, że dana osoba nie przeżyje i można ją zakwalifikować jako potencjalnego dawcę. Obecnie dawcy narządów to w zdecydowanej większości osoby po udarach mózgu, gdyż właśnie w takich przypadkach najłatwiej można zdiagnozować obumarcie mózgu.
Komentarze