Reklama

Moto Racing Show 2010

egorzow.pl - Marcin
24/07/2010 02:26
To już ostatni gwizdek przed półfinałem Drużynowego Pucharu Świata w Gorzowie. Kibice mieli okazję, by poczuć całą atmosferę zbliżających się zawodów i jeszcze raz przyjrzeć się naszym reprezentantom.

Druga edycja imprezy zwanej Moto Racing Show, która odbywała się na nadwarciańskim bulwarze zgromadziła wielu mieszkańców. Z pewnością byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie pogarszające się opady deszczu, które również pokrzyżowały plany organizatorom. Pomimo tego wszystkie zaplanowane wydarzenia się odbyły.

Wśród licznych samochodów, motocykli, a także quadów można było posłuchać zespołu Panama New Age lub zająć się jazdą na jednym kole motoru. Oczywiście była to tylko symulacja, tak samo jak dachowanie w samochodzie. Nie zabrakło stoisk z hot-dogami oraz klubowego namiotu z gadżetami Stali Gorzów i miejsca dla namiotu Speedway Grand Prix. Fani czarnego sportu najbardziej czekali jednak na prezentację narodowej drużyny. Zanim jednak ta nastąpiła kilka słów usłyszeliśmy od prezydenta miasta, Tadeusza Jędrzejczaka, prezesa klubu KS Stal Gorzów, Władysława Komarnickiego. Najciekawsze były jednak słowa wiceprzewodniczącego komisji wyścigów torowych, Andrzeja Grodzkiego, który zapowiedział, że w 2011 roku w Gorzowie będą miały miejsce 3 światowej rangi imprezy żużlowe. Wiadomym jest, że nad Wartą odbędzie się baraż oraz finał DPŚ. Czyżby już w przyszłym sezonie spełniło się marzenie prezesa i wielu kibiców o Grand Prix w Gorzowie? Bardzo możliwe. Wspomniana już prezentacja rozpoczęła się punktualnie o godzinie 20, a poprowadził ją znany m. in. z Canal+ i Polsatu Sport, Tomasz Lorek. Artysta w swojej komentatorskiej sztuce spisał się na medal, przedstawiając kolejne ogniwa reprezentacji Polski. Porównania do Valentino Rossiego, cytaty, a także wprowadzenia do takich tematów jak Freestyle Motocross nie były dla niego problemem. Każdy zawodnik drużyny biało-czerwonych wpadał pod pytaniowy ostrzał. Najpierw na scenie pojawił się Adrian Miedziński, następnie Janusz Kołodziej, a później Rune Holta, Jarosław Hampel i Tomasz Gollob, którego wejście oraz późniejsze słowa wywołały prawdziwy wybuch radości. Nie zabrakło też trenera, Marka Cieślaka. Zaprezentowani zostali również masażysta, Jerzy Buczek oraz dyrektor zarządzający firmy Nice, Adam Krużyński. Swojego wsparcia dla reprezentacji udzielił mistrz olimpijski w gimnastyce, Leszek Blanik. Po prezentacji zawodnicy wraz ze sztabem przeszli do stoiska firmy Nice, by tam rozdawać autografy.

Później swoje apetyty mogli zaspokoić fani motoryzacji i tuningu. Na Most Staromiejski wyjeżdżały samochody, motory i quady, które prezentowały dynamiczną i niecodzienną jazdę, której na normalnych drogach nie poleca się stosować. Niestety niemałą przeszkodą okazał się deszcz. Mokra nawierzchnia sprawiła, że inni drifterzy zrezygnowali z występu. Swoje umiejętności jazdy w kontrolowanym poślizgu odważyli się jednak pokazać dwaj kierowcy, jeden z Leszna i drugi z Gorzowa. O tym sporcie, rodem z Japonii i jego prezentacji na gorzowskim moście, porozmawialiśmy trochę z leszczyńskim kierowcą, Sebastianem Myślickim.
Jak na taką pogodę występ poszedł w miarę ciekawie. Liczyliśmy na suche warunki, ale niestety nie udało się. Mieliśmy troszkę popisać się prędkościami. Wyszło fajnie. Było trochę prowizorki, gdyż te warunki pogodowe nie pozwalają na inną jazdę. Musieliśmy dostosować się do pogody. Szkoda, że pogoda nie dostosowała się do nas. Mój samochód to Nissan S13. Jest klatka bezpieczeństwa, fotele. Auto jest całkowicie przystosowane do driftingowych mistrzostw Polski. Ciekawostką jest to, że przygotowywałem je sam, co się rzadko zdarza wśród drifterów. Przygotowane od A do Z przez 6 miesięcy ciężkiej pracy. Naprawdę chodzi dobrze. Ciągle ulepszam ten samochód. Idzie nim poszaleć. Brałem udział w pierwszej eliminacji Toyo Drift Cup 2010, ale niestety czas i praca mi nie pozwala, żeby w tym sezonie pojeździć więcej, dlatego zaliczam imprezy takie jak ta. Można pokazać się z niezłej strony i trochę poćwiczyć. Drifting to kosztowne zajęcie. Wszystko zaczęło się od kupna pierwsze Nissana przednionapędowego, którym zaliczałem na hamulcu ręcznym wszystkie skrzyżowana zimą. Później był drugi i trzeci Nissan. Pierwszy Nissan tylnionapędowy to był mój 300ZX, którym uczyłem się jeździć na mokrym. Był to dość słaby, bo 220 - konny silnik. To auto, które mam teraz osobiście przywiozłem z Niemiec na handel. Nie zostało jednak sprzedane dalej. Za bardzo się wkręciłem, a pieniądze wpompowane w auto są niemałe. Jest za to bardzo duża satysfakcja. Mam tutaj 2 – litrowy doładowany silnik z modelu S14A, czyli modelu parę lat nowszego. Seryjnie ten silnik ma 200 KM, a w tej chwili 328, 410 Nm. Jest to wykres zmierzony na hamowni podwoziowej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Driftu uczyłem się sam i na nikim się nie wzorowałem. Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Jeśli się naogląda dużo filmów z japońskim driftem to można jednak fajnie zachorować.

Późnym wieczorem swój koncert miała jeszcze grupa Ascetoholix, obchodząca dziesięciolecie. W jej skład wchodzą Doniu, Liber i Kris. Zaś o północy w niebo wystrzeliły fajerwerki i to było zakończenie Moto Racing Show. Kolejne emocje związane z głośnymi silnikami powinny czekać nas już dziś o godzinie 19, na Stadionie im. Edwarda Jancarza, jednakże padający deszcz może sprawić problem organizatorom, pomimo tak dobrego przygotowania.

Autor: Marcin Malinowski
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo eGorzow.pl




Reklama