Reklama

Milion kilometrów Carnivalem? Żaden problem!

28/01/2008 18:45
Cała historia zaczęła się zupełnie niewinnie. Marek Pękala, energiczny mężczyzna w średnim wieku, nie przypuszczał zapewne, że zwykła, przypadkowa wizyta na wystawie motoryzacyjnej w Dusseldorfie będzie miała takie konsekwencje. A od tego wydarzenia minęło już przecież 9 lat...
Tam właśnie, na targach samochodowych w Niemczech po raz pierwszy zetknął się z koreańską marką KIA. W firmie, w której pracował jeździł już samochodami typu van i bardzo odpowiadały mu pojazdy tej klasy. Teraz jednak stawał się prywatnym przedsiębiorcą i oglądał wystawę już pod kontem własnych potrzeb. Na ekspozycji KIA, wśród innych modeli, wpadł mu w oko Carnival. Wracając do domu w Krapkowicach przejeżdżał obok salonu KIA w Lublińcu należący do firmy Auto-Monika. Wstąpił tam i znalazł takiego samego Carnivala jak w Dusseldorfie. To wówczas zapadła decyzja, a załatwienie kredytu leasingowego nie trwało długo...

Dzisiaj na liczniku Carnivala z turbodieslem 2.9 o mocy 116 KM jest blisko 850 000 kilometrów, co daje średnią około 100 tysięcy kilometrów rocznie. (W obecnej generacji Carnivala turbodiesel o tej pojemności oferuje już 185 KM mocy). Jak podkreślił właściciel auta nie zdarzyło się, by samochód zawiódł go na trasie, by musiał korzystać z pomocy drogowej. Do najpoważniejszych kłopotów z samochodem zalicza awarię turbosprężarki (po około 300-400 tysiącach kilometrów) oraz konieczność wymiany drążków w układzie kierowniczym. Poza tym, 10 i więcej lat temu samochody KIA projektowane były głównie z myślą o azjatyckim rynku. Stąd, intensywne użytkowanie przez rosłego (100-kilogramowego) Europejczyka skończyło się po kilku latach koniecznością wymiany fotela kierowcy... (Teraz ten potencjalny problem już nie istnieje, gdyż KIA produkuje auta głównie z myślą o „naszej” części świata). Z kolei na pytanie o najważniejsze zalety Carnivala, Marek Pękala odpowiedział bez wahania - bezusterkowość. „Jak jadę na przykład do Antwerpii, to wiem o tym, że wracam. W ogóle się nie zastanawiam nad tym, że stanę gdzieś po drodze i będę coś naprawiał. Co więcej, przez te lata jeżdżenia widzę, że kilku moich kolegów z zagranicy, przesiadło się na Carnivale. Mógłbym ich wymienić ca najmniej czterech”.

Wśród tajemnic długowieczności swojego Carnivala właściciel upatruje kilka czynników. Jest wśród nich staranne wykonanie auta i światowej klasy technologia produkcji. Kolejnym jest świetne serwisowanie auta, z którym spotkał się w stacji dealerskiej KIA w Lublińcu. Trzecim wymienianym przez niego czynnikiem jest po prostu dbanie o samochód. Polega to na systematycznych przeglądach czy wymianie oleju i filtrów. Dbanie o auto wg Marka Pękali polega też na szanowaniu go. „Jeżdżę bardzo dużo, ale nawet na niemieckich autostradach nie przekraczam z reguły 140 km/h. Staram się jeździć dynamicznie, energicznie ruszam na zielonym świetle, ale mam też świadomość, że nie kupiłem sportowego, wyczynowego auta”.

Marek Pękala szacuje, że w swojej karierze kierowcy pokonał grubo ponad 2 miliony kilometrów. Zjeździł dokładnie całą Europę, dotarł nawet do Mongolii. Samochód stał się dla niego drugim (o ile nie pierwszym) domem. Uwielbia zwiedzać mijane po drodze miasta i chętnie próbuje lokalnej kuchni. Wśród absolutnie niezbędnych udogodnień oferowanych obecnie kierowcom wymienia - obok klimatyzacji - przede wszystkim nawigację satelitarną. „Nie wyobrażam sobie obecnie jeżdżenia bez GPS-u. To jest genialny wynalazek i nie potrafię zrozumieć osób, które prowadząc jakąś działalność, jeżdżąc chociażby po Polsce nie mają takich urządzeń. Mapę zawsze wożę ze sobą, tak na wszelki wypadek. Kiedyś jeździło się na „azymut”, szukało drogi, pytało przechodniów. Teraz mam prawdziwą rozkosz jeżdżenia, kiedy nawigacja mi wszystko podpowiada. Oczywiście, z GPS-u trzeba umieć korzystać, ale jak się wie, co to urządzenie potrafi i chce się je wykorzystać, to jest bajka”.

Kliknij, aby powiększyćIrytuje się z kolei, że większość samochodów sprzedawanych w Polsce nie ma fabrycznie przystosowanych instalacji elektrycznych do jazdy dziennej (do wyjątków należy np. nowy Carnival). Przecież przepis o obowiązku całodobowej jazdy na światłach obowiązuje od dawna.

Od początku listopada 2007 roku Marek Pękala jest właścicielem nowego Carnivala (który ma już na liczniku ponad 10 tysięcy kilometrów). „Starego” się nie pozbył, ale - jak stwierdził - coś trzeba czasem w życiu zmieniać. „Nie miałem wątpliwości, że kolejnym autem też będzie Carnival - powiedział. Może KIA nie ma jeszcze takiej renomy na świecie jak kilka innych marek, ale pod względem jakości wykonania i komfortu jazdy należy do światowej czołówki”.

Carnival poprzedniej i obecnej generacji dzieli dobrych kilka lat. We współczesnej motoryzacji, to już prawie epoka. To, co Marek Pękala wymieniał jako wady czy niedociągnięcia (ze swojego punktu widzenia) w „starym” aucie, nie dostrzega już w nowym. „Mój poprzedni Carnival był bardzo dobrym autem. Nowy jest INNYM bardzo dobrym samochodem. Pozostała chyba tylko nazwa”.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo eGorzow.pl




Reklama