Dziś drugi dzień akcji społecznej Mam Dziecko. Przepraszam, którą od wczoraj prowadzimy wraz z Gazetą Wyborczą. Chcemy powalczyć o, to by nasze miasto stało się miastem bardziej przyjaznym dla maluchów.
Wczoraj o trudnościach, na jakie napotykają młode matki w naszym mieście m.in. w urzędach, sklepach czy w czasie spaceru po mieście, opowiadała Maja Powalska, bohaterka naszego reportażu. O komentarz do reportażu poprosiliśmy 3 spacerujące po placu przy katedrze młode matki, które opowiedziały nam o trudnościach na jakie mają podczas załatwiania codziennych spraw w mieście. Rzeczywiście jeśli chodzi o urzędy, jest to spory problem. Schody wysokie, brak podjazdów. W sklepach często spotykamy się z tym, że regały są tak ustawione blisko siebie, że zwykli mieszkańcy nie są w stanie o siebie nie zahaczać, a co dopiero matka z wózkiem. Nieźle jest w ogródkach letnich, gdzie zazwyczaj jest sporo miejsca na postawienie wózka, w pomieszczeniach zamkniętych jest z tym już jednak gorzej. Dziś była trudność podczas wyprawy autobusem miejskim MZK. Kierowca widząc dwie matki z wózkami, upomniał nas słowami: dwa wózki to za dużo. Nie czujemy się dyskryminowane, ale zamierzamy walczyć o swoje - zapowiadają młode matki. Jak się okazuje dużym problemem dla młodych matek jest brak miejsc, w których mogłyby one swobodnie karmić swoje pociechy piersią. "Nie ma takich miejsc w mieście. Gdy mój synek był mały, karmiłam go po prostu na ławce w parku. Wiadomo, to nie zawsze musi się podobać przechodniom" - powiedziała nam jedna z matek. Dodatkowym problemem była wizyta w Urzędzie Skarbowym "Musiałam stać w długiej, ponad 20-osobowej kolejce. Kierownik Urzędu nie był dla mnie miły, ale udało mi się uprosić go o szybsze wejście, ze względu na synka, który miał wtedy miesiąc" - dodaje słuchaczka. Więcej o akcji Mam Dziecko. Przepraszam. w dzisiejszym wydaniu lokalnym Gazety Wyborczej.
Komentarze