W końcu otwarto przejście ze Starego Rynku na jedną z najstarszych uliczek Gorzowa - ulicę Lutycką. Brama z kłódką przez ostatnie 12 lat pilnie strzegła tego, by gorzowianie nie mogli przejść najkrótszą drogą z rynku na nadwarciański bulwar.
- Ty, zobacz, Lutycka otwarta - mówi pani jedząc śmietankowego loda. - Super, super! - odpowiada jej pan i skręcają w bramę prowadzącą ze Starego Rynku do ul. Lutyckiej.
Przez ostatnie 12 lat, tak jak większość gorzowian, aby z Rynku dotrzeć do ul. Lutyckiej, albo dalej, na bulwar, musieli okrążać wszystkie zabudowania dookoła Rynku. Choć takie stare, klimatyczne uliczki przy starówkach w każdym mieście są pełne ludzi, kawiarenek i pubów, to dostęp z rynku do ul. Lutyckiej był pilnie strzeżony przez bramę z kłódką. A uliczka była smutna i pusta.
Kłódka zawisła
Tak chcieli mieszkańcy bloków należących do wspólnoty Stary Rynek, pomiędzy którymi prowadzi przejście. Narzekali, że w bramie odbywają się libacje alkoholowe, że przez wiele osób przejście jest traktowane jak szalet miejski, że śmierdzi i jest hałas. Udało się - miasto nawet zasponsorowało wspólnocie bramę i kłódkę i od tego czasu mieszkańcy cieszyli się spokojem. Ale wielu osób zamknięte przejście dotknęło boleśnie. Lumpeks na ul. Lutyckiej zamknięto już rok temu. Restauratorzy, otwierający tam kolejne restauracje, zwijali interes jeden po drugim. Zakład fryzjerski jakoś sobie radzi, bo działa tam od lat i ma stałych klientów, ale też domagał się otwarcia bramy. Od miesiąca czynna jest na ul. Lutyckiej nowa restauracja Sante. Jej właściciel Szymon Surdacki mówi, że sprawa otwarcia bramy od początku była dla niego priorytetem. - Miałem zamiar podjąć jakieś działania, zrobić coś z tym. Na szczęście gdy otwierałem restaurację, brama była już otwarta. Ale ruchu i tak nie ma. Ludzie jeszcze nie wiedzą, że można tędy dojść, przyzwyczaili się, że brama była stale zamknięta - tłumaczy.
A Lutycką otworzyć
Sprawę bramy poruszał często w swoich felietonach Jerzy Zysnarski, wieloletni redaktor "Ziemi Gorzowskiej". Każdy felieton kończył słowami, niczym Katon Starszy: "A Lutycką otworzyć". - Lutycka to najstarsza ulica w Gorzowie, jaka jest wspominana w miejskich dokumentach. Nie ma miasta w Europie, w którym najstarsza ulica sąsiadująca ze Starym Rynkiem byłaby zamknięta, i to na kłódkę - mówi Zysnarski. - Cieszę się, że przejście otwarto. Ale jestem też zdziwiony, bo to kompromituje ten pierwotny argument, czyli hałasowanie i pijaństwo w bramie - twierdzi.
Co się stało, że nagle, po tylu latach przejście zostało otwarte? Z taką propozycją do zarządu wspólnoty Stare Miasto wyszły po raz kolejny władze Gorzowa. - Dla nas najważniejsze jest to, by komunikacja mieszkańców nie była utrudniona. A że trwa rewitalizacja wschodniego bulwaru, i zakończy się już w tym roku, ciąg spacerowy z Rynku na bulwar będzie coraz bardziej potrzebny. Wielokrotnie próbowaliśmy dogadać się w tej sprawie, ale nie było woli ze strony mieszkańców, albo stawiali nam zaporowe warunki - tłumaczy wiceprezydent Ewa Piekarz. Tym razem w zamian za pomoc miasta mieszkańcy zgodzili się na trzymiesięczną próbę i bramę otwarto na początku lipca. Ich warunki to utwardzenie podwórka. - My jako miasto nie możemy tego zrobić, ale udało się nam pozyskać partnera, który wykona te prace w zamian za otwarcie bramy - mówi wiceprezydent Piekarz. To jeden z restauratorów, który prowadzi interes w okolicy. Miasto zobowiązało też straż miejską do szczególnego nadzoru bramy i okolicy. A ZGM wesprze zarząd wspólnoty w pracach przy stawianiu altan śmietnikowych, na które mieszkańcy czekali od dawna. Te warunki będą spełnione, jeśli po trzech próbnych miesiącach od otwarcia bramy mieszkańcy zgodzą się na to, by przejście było uruchomione na czas nieokreślony.
Młodsi chcą otwarcia
Oczywiście nie wszystkim mieszkańcom pomysł się podoba. - Zdania są podzielone - mówi Waldemar Rzucidło z zarządu wspólnoty Stare Miasto. - Bo faktycznie, gdy zamknęliśmy bramę, skończyły się kradzieże samochodów czy picie piwa na podwórku. Ale zarząd się zmienił, w jego skład weszły młode osoby, i uznaliśmy, że nie chcemy już blokować tego przejścia. Łatwiej będzie o współpracę z miastem, bo skoro brama będzie otwarta dla wszystkich, to zmobilizuje miasto, by zająć się tym terenem. A jeśli chodzi o utrzymanie tam porządku, jest wiele rozwiązań. Myślimy o założeniu tam monitoringu - twierdzi Rzucidło.
A co na to mieszkańcy bloku? Pani z parteru: - To nasz prywatny teren i nie chcę, żeby mi się ktoś tu szwendał. Ale zarząd chciał, to zgodziliśmy się na próbę.
Pani z drugiego: - Ta brama i tak więcej otwarta niż zamknięta była. Pół miasta dookoła miało klucze, jeden drugiemu przekazał i podorabiali sobie, tylko trzaskanie było słychać. Jak będzie tu spokój, to niech sobie będzie otwarta.
Pani z trzeciego: - Mnie tam nic nie przeszkadza. Żaden gwar, śpiewanie, granie. Niech tu będzie gwar, niech śpiewają, wtedy człowiek dopiero czuje, że się życie wkoło jakieś toczy.
Komentarze