13. marca będziemy obchodzili 10. rocznicę podpisania przez parlamentarzystów z obu dawnych województw - zielonogórskiego i gorzowskiego tzw. umowy paradyskiej. Był to list do ówczesnego premiera Jerzego Buzka z apelem o powołaniu wspólnego województwa lubuskiego. Wczoraj podczas obrad Sejmiku Województwa, ta zbliżająca się okrągła rocznica przeszłą bez echa.
Okazuje się, że radni nie przywiązują do niej większej wagi. Jak mówił nasz gość w Cafe Batavia, radny wojewódzki Mirosław Marcinkiewicz, na to wydarzenie złożyło się kilka spotkań. Oprócz Paradyża, także losy naszego województwa rozstrzygały się w Świebodzinie, Gorzowie i Zielonej Górze. Jak mówił Marcinkiewicz, przez 10 lat istnienia Lubuskiego wiele inwestycji udało się zrobić, nie można nie dostrzegać, że nasze miasta są coraz ładniejsze. Jednak są też wady. Tutaj radny niezależny wymienia marginalizowanie Gorzowa. "Jeżeli dzisiaj we władzach sejmikowych jest tylko jedna osoba reprezentująca północ województwa, jeżeli jedynym wicewojewodą z północy jest Jan Świrepo, powiedzmy sobie szczerze - taka jest prawda" - mówił. Jak dodał Marcinkiewicz, sam nie lubi kłótni a tego mamy sporo w Lubuskiem. Nie wyklucza, że gdyby Gorzów mógł dołączyć do Zachodniopomorskiego byłby za takim rozwiązaniem.
Komentarze