Lech Poznań - GKP Gorzów 4:1 w meczu, który był najważniejszym punktem wczorajszych obchodów Dnia Piłkarza na stadionie przy Myśliborskiej. GKP wstydu nam nie przyniósł, choć obrońcy zrobili Lechowi trzy prezenty, myląc się w prostych sytuacjach, po których padały gole.
Po meczu jednak nie było widać nerwów na twarzy trenera Grzegorza Kowalskiego. Nasz szkoleniowiec zresztą w trakcie spotkania nawet nie krzyczał na swoich podopiecznych, a w ogóle dużą część meczu spędził... na trybunach. "Czasami lepiej popatrzeć z boku" - mówił. Jego zdaniem takie mecze trzeba grać, to ważne zwłaszcza dla młodszych zawodników. Poznaniacy pojawili się wczoraj w Gorzowie w prawie najsilniejszym składzie, na murawie pojawił się nawet rekonwalescent Piotr Reiss. Na ławce rezerwowych zabrakło jednak Franciszka Smudy. Zastępował go II trener Marek Bajor, który chwalił GKP. "Widać, że zespół chce grać piłką, choć raz im to wychodziło, a raz nie" - komentował.
Na koniec jeszcze odnotujmy strzelców bramek; zdobyli je Reiss, Rengifo, Anderson i Białożyt dla Lecha, a jedyną bramkę dla GKP strzelił Cenin.
Komentarze