Po dwutygodniowej świątecznej przerwie wznowiony został proces w sprawie tzw. gorzowskiej afery budowlanej. Przed sądem stanął Mirosław C., świadczący ponad 20 lat usługi transportowe dla Przedsiębiorstwa Budownictwa Inżynieryjnego. Nie przyznał się do stawianych mu zarzutów, prosił sąd także o nie branie pod uwagę złożonych w prokuraturze zeznań ze względu na to, że był wówczas tuż po operacji.
Sąd jednak dociekał, dlaczego Mirosław C. obciążał w śledztwie Zygmunta M., szefa PBI, a teraz prosi o nieuwzględnianie tych zeznań. "Byłem przekonany o winie M. i chciałem tylko zemsty" - mówił dziś Mirosław C., stwierdził jednak, że nie pamięta, by podpisywał złożone w śledztwie zeznania.
Kolejnym doprowadzonym dzisiaj przed sąd był były prezes Agencji Mienia Wojskowego. Miał on załatwić przedsiębiorcy z Żywca sprzedaż samorządom 89 tysięcy drzewek za 2 miliony złotych, a później zażądać 15 procent prowizji od tej transakcji.
Wówczas Gorzów kupował od Agencji Mienia Wojskowego kilkaset hektarów terenów popoligonowych.
Komentarze