Coraz chętniej kupujemy świetnie wyposażone, luksusowe nowe samochody, wciąż też sprowadzamy masowo używane auta z Zachodu. A w bilansie handlowym Polski zieje coraz większa dziura - pisze "Gazeta Wyborcza".
W ciągu dwóch lat rządów PiS gwałtownie pogorszyło się nasze saldo w handlu zagranicznym. Po pierwszym półroczu 2007 r. mamy 7,3 mld EUR deficytu. To o ponad 1,8 mld więcej niż w pierwszym półroczu 2006 r. i ponad 2,3 mld więcej niż dwa lata wcześniej (wówczas, po wejściu do UE i ożywieniu eksportu powstrzymaliśmy narastanie deficytu).
Saldo handlowe znacząco pogorszył spadek o 430 mln EUR naszej nadwyżki w międzynarodowym handlu samochodami. Po prostu od roku Polacy wracają do autosalonów. Przy czym korzystają z tego głównie importerzy.
"Obecnie auta z krajowych fabryk mają tylko 6-7% udziału w sprzedaży nowych aut - mówi Wojciech Drzewiecki, szef firmy doradczej Samar zbierającej dane o rynku motoryzacyjnym.
Ze statystyk Samaru można się też dowiedzieć, że na rynku nowych aut najszybciej rośnie sprzedaż samochodów luksusowych i z bogatym wyposażeniem. W pierwszym półroczu 2007 r. sprowadzono do Polski nowe auta za ponad 2,1 mld EUR (o 40% więcej niż przed rokiem).
Mniej zamożni kierowcy kupują pojazdy używane sprowadzane z Zachodu na skalę nie znaną w historii UE.
Dlaczego Polacy wolą auta zagraniczne od krajowych, choć w Polsce produkowane są samochody, które są przebojami w Europie? Przykładem Fiat Panda czy Volkswagen Caddy. Rynkowych analiz, które by to tłumaczyły, nie ma.
Komentarze