Są prawdziwą zmorą właścicieli hipermarketow spożywczych. Drobne kradzieże, do których dochodzi niemal codziennie, narażają sklepy na straty w wysokości od kilkuset do kilku tysięcy złotych miesięcznie. Ze sklepowych półek najczęściej znikają butelki z alkoholem, słodycze i drobne sprzęty domowe.
Jak mówi rzecznik gorzowskiej policji - Sławomir Konieczny, kradną najczęściej młodzi ludzie oraz złodzieje recydywiści, którzy z kradzieży uczynili sposób na życie i zdobycie towaru, na który najzwyczajniej ich nie stać. Konsekwencja takich czynów to kara grzywny bądź aresztu. Najdotkliwszy jest chyba jednak zapis, że dana osoba była z takiego, a nie innego powodu ukarana. Jak dodaje Sławomir Konieczny, na tego typu informacje bardzo zwracają uwagę przyszli pracodawcy. Najczęściej towary znikają z półek największych sklepów. Tam bowiem złodzieje liczą na to, że wyjdą z produktem za który nie zapłacili - niezauważeni. Od lat z plagą amatorów darmowych zakupów walczą kierownicy sieci Tesco - mówi rzecznik prasowy sieci Przemysław Skory. Dlatego też kierownictwo sklepów wprowadziło różnego rodzaju nadzór. W przypadku schwytania złodzieja ochrona sklepu ma prawo zażądać od niego pokazania wszystkiego, co ma w torebkach, nie ma natomiast prawa przeszukiwać osoby zatrzymanej. Tego może dokonać wyłącznie funkcjonariusz policji. Dodajmy, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy gorzowska policja największa liczbę kradzieży notuje w supermarkecie przy ulicy Mickiewicza.
Komentarze