Co dalej z gorzowianami, którzy zamieszkują budynek przy ulicy Dowgielewiczowej, znajdujący się na terenie szpitala. Przypomnijmy, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego wydał decyzję o tym, aby obiekt albo kapitalnie wyremontować, albo go wyburzyć. Właściciel, którym jest Urząd Marszałkowski, remontu zrobić nie planuje. Na razie nie dał też mieszkańcom nakazu eksmisji. Jak mówi radny PiS Mirosław Rawa, mieszkań socjalnych w Gorzowie brakuje, są jednak takie rodziny, którym pomóc po prostu trzeba. To oczywiste, że miasto musi pomagać mieszkańcom, jednak drugim elementem w tym konkretnym przypadku jest obowiązujące prawo. Określa ono, kiedy można przeznaczyć określone środki na pomoc - tłumaczy wiceprezydent Urszula Stolarska. Jak dodaje, bez nakazu eksmisji miasto nic zrobić nie może, gdyż barak nie jest jego własnością. Poza tym sami lokatorzy też muszą chcieć dać sobie pomóc. A póki co, z kilkunastu osób mieszkających przy Dowgielewiczowej, tylko dwie do tej pory zwróciły się do miasta o pomoc. Dzięki temu są na liście oczekujących na przydział mieszkania socjalnego.
Choć jest to sytuacja naprawdę trudna, to w myśl litery prawa - nic nie możemy zrobić - stwierdza radny PO Stefan Sejwa. Przypomnijmy, batalia o barak przy Dowgielewiczowej trwa już dwa lata. Na początku czerwca mieszkańcom odcięto media - m.in. wodę i prąd.
Komentarze