Okręt, który wystrzeli i zaraz zatonie, garnitur skrojony nie na miarę miasta, autobus dla czteroosobowej rodziny - nasi politycy prześcigają się w obrazowym opisywaniu tego, jak bardzo Gorzowowi nie jest potrzebna filharmonia. Krytykowany jest rozmach inwestycji za 130 mln złotych. Są też tacy, którzy obawiają się, że koncertowe sale będą świecić pustkami, bo w Gorzowie brakuje koneserów muzyki poważnej. Najdobitniej wyraził to radny PO Jerzy Synowiec, który w artykule sprzed kilku dni w Rzeczpospolitej stwierdził, że ""nowi mieszkańcy, którzy przyjechali tu po wojnie, to chłopi z Polesia i Wołynia, biedota z Poznańskiego"". Zdaniem radnego niewielu odczuwa potrzebę chodzenia na koncerty muzyki klasycznej. Takie słowa oburzyły niektórych naszych słuchaczy. Jeden z nich pytał o te słowa goszczącą w naszym studiu wiceprezydent Zofię Bednarz.
Wiceprezydent Zofia Bednarz jest mocno zażenowana tą wypowiedzią. Mówi, że władze miasta mają pełną świadomość, jakie w Gorzowie jest zapotrzebowanie na kulturę, w tym także kulturę wysoką.
Zofia Bednarz dodała, że repertuar filharmonii obejmował będzie nie tylko muzykę poważną, ale też choćby jazz czy koncerty gorzowskich zespołów.
Komentarze