Do gorzowskiego szpitala nadal trafiają osoby po zatruciu tzw. dopalaczami
RMG Fm
10/11/2010 18:53
Do gorzowskiego szpitala nadal trafiają osoby po zatruciu tzw. dopalaczami. Jednak od momentu październikowej akcji policji i sanepidu liczba ta wyraźnie spadła. Przypomnijmy, od soboty 2 października na terenie Gorzowa i okolic inspektorzy sanitarni razem z policją skontrolowali i zamknęli 30 sklepów sprzedających podejrzane używki. W całym województwie akcja dotyczyła 85 takich punktów, a w całym kraju ponad tysiąca. Jednak mimo zdecydowanego działania tzw. dopalacze nadal są w sprzedaży, a świadczy o tym ilość osób, które po ich zażyciu trafiają do gorzowskiego szpitala. - Od miesiąca trafiło do nas 10 osób w wieku od 16 do 33 lat - powiedziała nam Anna Rybska z Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Gorzowie.
Jej zdaniem to najlepszy dowód, że handel nadal trwa. Od momentu rozpoczęcia akcji szpitale mają obowiązek informować policję o takich przypadkach. - Informujemy o pewnych przypadkach. Nie posiadamy wykrywacza dopalaczy. Bazujemy na informacjach od pacjentów - dodaje Rybska. Ocenia przy tym, że poszkodowanych przez dopalacze może być znacznie więcej.
Czy mimo zakazu i pewnych kar rzeczywiście łatwo kupić w mieście tzw. dopalacze? Okazuje się, że tak. Naszym reporterom w kilka chwil udało się w Internecie znaleźć numer, którego właściciel oferuje sprzedaż zakazanych używek. O sprawę pytaliśmy policję. Sprawdzimy tę informację. Jeśli się potwierdzi, że ta osoba sprzedawała dopalacze, to wówczas będziemy interweniować - powiedziała Justyna Migdalska z Lubuskiej Policji.
Dodaje także, że podobnych zgłoszeń jest więcej. - Mamy informacje od gorzowian o otwartych mimo zakazu sklepach z dopalaczami. O osobach, które mogłyby je sprzedawać. Staramy się walczyć z problemem, ale to nie takie proste. Handel przeniósł się do sieci dodaje Midgalska Za sprzedaż zakazanych używek grozi do 3 lat więzienia.
Komentarze