Najbardziej mogą spaść ceny aut luksusowych, gdyż w Polsce są one droższe niż w innych krajach Unii. Samochody z niższej półki będą za to sprzedawane z lepszym wyposażeniem.
Ceny nowych samochodów, po raz pierwszy od wejścia do Unii, zamiast systematycznie wzrastać mogą spaść. Stanie się tak dzięki silnej złotówce. Od wejścia Polski do UE, co roku średnia ważona cena sprzedawanych w Polsce samochodów (wyliczana na podstawie ilości sprzedawanych aut w cenie podstawowej, bez uwzględnienia promocji) wzrastała o 4-5% rocznie. Niezależnie więc od geograficznej lokalizacji salonu, w którym kupowane były nowe auta, za samochód z każdym rokiem trzeba było zapłacić drożej.
Dealerzy ten fakt tłumaczyli m.in. wprowadzaniem na rynek nowocześniejszych i lepiej wyposażonych, a co za tym idzie również droższych modeli samochodów. Tym razem jednak na koniec roku importerzy intensywnie myślą o obniżce cen aut. Taki ruch dyktuje umacniający się kurs złotówki wobec euro. Importerzy wstrzymują oddech, czekając który z nich wyłamie się pierwszy i obniży ceny. Wtedy nie pozostanie im nic innego, jak pójść jego śladami.
Maciej Kilim, zastępca kierownika działu sprzedaży i marketingu Toyota Motor Poland przyznaje, że obniżki są możliwe, ale wciąż obarczone dużym ryzykiem. Z ruchami cenowymi jesteśmy ostrożni, bo w razie zmiany trendu możemy sporo stracić. Jeżeli dojdzie do przeceny, to na pewno będzie ona dotyczyć samochodów, których wartość rynkowa przekracza 100 tys. zł. Tylko te auta są bowiem obecnie w Polsce droższe niż w innych krajach Unii. Wysokie ceny w polskich salonach na te auta sprawiają, że coraz częściej są one wprowadzane prywatnie z zagranicznych sieci. W przypadku samochodów klasy niższej i średniej, w grę może wchodzić tylko wzbogacenie wyposażenia przy utrzymaniu ceny.
Komentarze