Jedyna droga dojazdowa do kilkunastu firm grozi zawaleniem, a ostatecznego pomysłu na jej ratowanie - brak. Chodzi o wiadukt nad torami przy Alei 11 Listopada. Tylko nim dojechać można do m.in. Agromy. PKP nie ma żadnego interesu w remontowaniu obiektu, a miasto nie ma prawa wydać na ratowanie wiaduktu ani złotówki z publicznych pieniędzy.
Kolej do rozbiórki przymierza się od trzech lat, a ostateczna decyzja zapaść ma na dniach. "Jeśli zlecony przegląd potwierdzi, że stan wiaduktu zagraża bezpieczeństwu, zostanie tam postawiony znak zakazu ruchu, a docelowo PKP zarządzi rozbiórkę" - powiedziała nam Alina Stachowiak, zastępca dyrektora Oddziału Gospodarowania Nieruchomościami PKP w Poznaniu.
PKP stało się właścicielem infrastruktury kolejowej w 2001 roku. Kolei przekazał ją Urząd Wojewódzki. Wówczas nie dostrzeżono problemu, że jedyna droga, która komunikuje teren między Wartą a torami z układem drogowym miasta jest w kiepskim stanie technicznym, a miasto straciło prawo zainwestowania w jego poprawę. Przez pięć lat trwała wymiana korespondencji między miastem, Urzędem Wojewódzkim nadzorem budowlanym, a PKP. Sprawą zaraz na początku swojej pracy jako wiceprezydent zajęła się Urszula Stolarska. Sytuację określa jako patową, ale jednocześnie zapewnia, że miasto szuka jej rozwiązania.
Jeśli nie uda się uzyskać porozumienia z PKP, miasto rozważa możliwość poprowadzenia ruchu przez tory w innym miejscu. To wymagałoby nie tylko uzgodnień formalnych z koleją, ale też ogromnych nakładów pieniężnych na budowę przejazdu oraz nowej drogi do przedsiębiorstw. "Cała inwestycja byłaby też możliwa dopiero przy remoncie ulicy Kostrzyńskiej" - dodaje wiceprezydent Stolarska. Jedynym rozwiązaniem może być więc szukanie prawnej możliwości przejęcia wiaduktu przez miasto.
Na rozwiązanie trudnej sytuacji czekają przedsiębiorcy. Jak nam powiedzieli, zły stan wiaduktu widać gołym okiem i czuć - droga drży przy przejeździe nawet auta osobowego.
Komentarze