27. rocznica wprowadzenia stanu wojennego . Władze komunistyczne jeszcze 12 grudnia przed północą rozpoczęły zatrzymywanie działaczy opozycji i "Solidarności". Stanisław Żytkowski, dzisiejszy gość Batavia Cafe wspomina, że o ogłoszeniu stanu wojennego dowiedział się gdy był we Wrocławiu, ale jak tylko wrócił do Gorzowa został zatrzymany, już na ulicy w drodze do domu.
Jak wspomina, esbecy poznali go po sylwetce, nie pozwolili skontaktować się z rodziną, tylko kazali wsiadać do samochodu. Jak mówi - odetchnął z ulgą, gdy dowiedział się, że jedzie do więzienia. "Większość moich kolegów już tam siedziała. Przywieźli mnie w garniturze, z teczką, wszedłem tam z esbekami. Gdy zobaczył mnie Rysiek Andrzejewski, myślałem, że da mi w mordę, bo sądził, że jestem z nimi".
Z pobytu w więzieniu Stanisław Żytkowski wspomina brak kontaktu z rodziną i dochodzące jedynie strzępy informacji o strajkujących gorzowskich zakładach, a później o pacyfikacji Ursusa. Jak ocenia Stanisław Żytkowski, stan wojenny był ogromnym zaskoczeniem. "Wierzyliśmy w potęgę Solidarności, sądziliśmy, że jest nas tylu, że nic się nam stać nie może. Nie potrafiliśmy przewidzieć tego mocnego uderzenia"- dodaje Stanisław Żytkowski.
Komentarze