Za dwa dni Bruksela przedstawi projekt nowego prawa ograniczającego emisję dwutlenku węgla przez samochody. Lobbingowa batalia wkroczy w decydującą fazę - informuje "Gazeta Wyborcza".
Nowe unijne rozporządzenie wpłynie na ceny samochodów sprzedawanych w Europie. Ich producenci będą bowiem musieli wprowadzić zmiany technologiczne porównywalne z tym, co się stało w latach 90-tych, gdy we Wspólnocie Europejskiej wprowadzono normy emisji spalin "Euro".
Nowe przepisy mają ograniczyć emisję CO2 przez samochody, by w ten sposób przyczynić się do ogólnej redukcji emisji tego gazu do atmosfery. Zdaniem wielu naukowców to właśnie emisja CO2 jest współodpowiedzialna za groźne zjawisko klimatycznego ocieplenia.
W Europie samochody osobowe odpowiadają za 12% emitowanego do atmosfery dwutlenku węgla. Produkowane obecnie modele aut emitują średnio 164 g dwutlenku węgla na każdy przejechany kilometr.
Bruksela chce, by od 2012 r. nowe auta emitowały średnio 130 g na kilometr.
Lobbingowe manewry toczą się o to, w jaki sposób liczyć uśrednione wartości. I jak duże ustępstwa powinno się zrobić dla samochodów dużych, które emitują więcej CO2. Lobbyści spierają się też o kary, jakie w przyszłości będą nakładane na tych producentów samochodowych, którzy produkują modele zbyt paliwożerne.
Spór jest tak silny, że europejski przemysł motoryzacyjny (750 mld EUR rocznych obrotów) rozpękł się niemal na pół. "Po jednej stronie stanęły koncerny francuskie i włoskie, po drugiej niemieckie - tłumaczy Jorge Chatzimarkakis, niemiecki eurodeputowany zaangażowany w dyskusję o rozporządzeniu.
Firmy takie jak Renault, PSA, Fiat, BMW i Daimler mają sprzeczne pomysły. Włosi i Francuzi chcą, żeby wyjątków było jak najmniej - duże, ciężkie samochody miałyby tylko nieznacznie przekraczać limit 130 g/km. Większe odstępstwa od limitu byłyby karane grzywną - kilkadziesiąt EUR za każdy gram CO2 ponad limit. Od każdego samochodu.
"Stanowisko Francuzów jest zrozumiałe - oni specjalizują się w małych i średnich samochodach - wyjaśnia Chatzimarkakis.
Komentarze