:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  13°C bezchmurnie

Prokuratura wejdzie do Stilonu. Z klubu ukradziono pieniądze?

Prokuratura wejdzie do Stilonu. Z klubu ukradziono pieniądze?

Nowy zarząd oskarża poprzedników

Po burzliwych zmianach w Stilonie Gorzów wcale nie robi się spokojniej. Nowy zarząd postanowił przedstawić obecną sytuację klubu. Nie zabrakło oskarżeń w kierunku poprzedników. Na razie jednak cel jest jeden: utrzymać zespół w III lidze.

 

Nowy prezes "niebiesko-białych" pokrótce przedstawił historię tego, jak znalazł się za sterami klubu. - Znajduję się na tej pozycji za sprawą zaproszenia ówczesnego jeszcze prezesa, pana Roberta, który zaproponował mi wstąpienie do zarządu ZKS Stilon dokładnie 13 kwietnia tego roku. Odmówiłem, ponieważ nie stanowiska i liczba członków zarządu jest dla mnie ważna, tylko jakość zarządzania. Pomimo czterech porażek, ówczesny trener, pan Adam, stwierdził, że będzie w Stilonie szkoleniowcem na lata. Dochodziły do mnie także słuchy, że za kadencji prezesa Norberta pan Adam z pewnością zwolniony nie będzie. Ówczesny trener zapowiadał dalej walkę o awans. Pan prezes wychwalał również dokonania Jerzego Synowca, jako osoby, która wniosła największy wkład finansowy do naszego klubu w ciągu ostatnich lat. Padała tam kwota pół miliona złotych. Z takimi informacjami wyszedłem z tego spotkania - zaczął Piotr Biłko.

 

- Następnie przy okazji meczu z Pawłowicami Śląskimi zapytałem pana Jerzego Synowca, jak to rzeczywiście wyglądało z pomocą dla Stilonu. Było to dla mnie dziwne, że są osoby, które własne pieniądze oferują dla klubu, a ten jest w takiej sytuacji, w jakiej jest. Przede wszystkim chodzi mi o sprawy organizacyjne, bo wiedziałem, że w klubie bardzo one kuleją. Pan Synowiec informacje potwierdził - kontynuował. Później nastąpił szereg spraw prywatnych i do spraw Stilonu Biłko wrócił 19 maja.

 

- Na meczu z Unią Turza, który przegraliśmy 0:3, pozwoliłem sobie zajrzeć w tabelę, jak to wygląda. Wtedy przekonałem się, że spadek gorzowskiego Stilonu jest jak najbardziej realny. Podjąłem odpowiednie działania, które polegały na tym, że skontaktowałem się z wieloma osobami ze środowiska piłkarskiego, byłymi piłkarzami, trenerami, również szkoleniowcem, który do niedawna był przy zespole. Wydawało mi się, że zmiany są konieczne. Okazało się, że na 30 członków stowarzyszenia ZKS Stilona 24 osoby są za zmianami i zostały one przeprowadzone - opowiadał.

 

Prezes przedstawił aktualną sytuację finansową klubu, która zebranych na sali mocno zaskoczyła. 4 czerwca na koncie Stilonu znajdowało się bowiem 6,60 zł plus 89,79 zł w kasie, którą komisyjnie otworzyli członkowie komisji rewizyjnej, sporządzając protokół i kolekcjonując dokumentację fotograficzną. Warto w tym miejscu dodać, że trzy dni później dwie gorzowskie drużyny jechały na Śląsk, bowiem oprócz starcia pierwszego zespołu z BKS-em Stalą Bielsko-Biała grali także juniorzy. - Obydwa zespoły pojechały i odniosły świetne wyniki. Juniorzy zremisowali, co zapewniło nam udział w CLJ w następnym sezonie. Natomiast pierwszy zespół zdobył jeden punkt. Myślę, że bardzo cenny, zaprocentuje to w końcowym rozrachunku i przyniesie nam upragnione pozostanie w III lidze - przyznał Biłko.

 

Wspomniane wyżej kwoty dziwiły tym bardziej, że zupełnie co innego pokazywały raporty kasowe. - Jeden z nich, sporządzony jeszcze przez poprzedni zarząd, podawał kwotę, iż na koniec kwietnia w kasie powinno znajdować się 210 574 zł. Wewnętrzny audyt, wykonany przez komisję rewizyjną klubu, wykazał na koniec maja kwotę 281 137 zł - zdradził nowy prezes. - W związku z nieprawidłowościami poczyniliśmy pewne kroki prawne - dodał.

 

Sprawa trafiła do prokuratury. Zatrważającą informacją było to, że zaległości wobec zawodników były na tyle duże, że ci nie mieli nawet na podstawowe potrzeby. - Jeżeli stwierdzono bardzo poważne nieprawidłowości, to nam, jako ludziom, którzy zastają pewien stan faktyczny, finansowy, nie pozostało nic innego, jak złożyć w gorzowskiej prokuraturze rejonowej zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przywłaszczenia pieniędzy bądź oszustwa na kwotę około 300 tysięcy złotych, przy czym nie jest to może kwota końcowa. Audyt w klubie trwa i może wykryje on kolejne nieprawidłowości. My możemy to tylko stwierdzić, zebrać materiały i przekazać je organom ścigania. Mogę powiedzieć jedno: w ostatnich dniach, kiedy brakowało pieniędzy na wyjazdy, a zawodnicy prosili o to, żeby wypłacić im pieniądze choćby na wyżywienie, bo niektórzy nawet na to nie mieli i kiedy trzeba było zaspokoić podstawowe potrzeby, to z klubu wyprowadzono pieniądze z kart bankomatowych przez co najmniej dwie osoby zatrudnione w klubie. W czerwcu, trzy dni przed walnym zebraniem, pracownica klubowa wybrała kilkanaście tysięcy złotych w galerii handlowej Galaxy w Szczecinie. Inny pracownik klubu w maju, kiedy było wiadomo, że zbliża się koniec dotychczasowej ekipy, wybrał przy pomocy kart bankomatowych w Gorzowie i kilkudziesięciu transakcji, w ciągu jednego dnia, ponad 55 tysięcy złotych. One były przeznaczone dla zawodników, na bieżące potrzeby, a ci ludzie bez skrupułów brali pieniądze i umieszczali je nie wiadomo gdzie. Nie mówię o bałaganie organizacyjnym w klubie, kiedy prezes nie panuje nie panuje właściwie nad niczym, bo go nie ma, a pracownicy klubu harcują sobie, jak chcą, zaś sprawy finansowe postawione są już nawet nie na głowie, bo tak delikatnie tego określić nie można. Ostatnie pieniądze z klubowej kasy zostały zabrane dzień po walnym zebraniu członków klubu - grzmiał Jerzy Synowiec, pełniący funkcję przewodniczącego komisji rewizyjnej.

 

Padły zresztą nazwiska osób, które miały zajmować się obrotem klubowych pieniędzy. Chodzi o byłego trenera Adama Gołubowskiego, jego żonę Magdalenę i dawnego dyrektora sportowego Jacka Ziemeckiego. - Ciekawe są słowa trenera Gołubowskiego, który lejąc krokodyle, czyli nieszczere łzy na konferencji prasowej, robił to w sytuacji, kiedy bliska mu osoba ostatnie grosze wybierała z klubowego konta. Niepojęta jest uczciwość tych ludzi i mówię to z otwartą przyłbicą. Nie boję się procesów. To, co mówią teraz zawodnicy, jak ich traktowano w tym klubie, woła o pomstę do nieba. Nigdy tak w tym klubie nie było - kontynuował mecenas. - Trzeba być człowiekiem mało rozumiejącym rzeczywistość, żeby potraktować Piotra Biłkę i mnie, jako grupę polityczno-biznesową, która ma jakiś interes, żeby opanować Stilon Gorzów - dodał, odnosząc się do słów byłego szefa klubu, Norberta Sawickiego.

 

Mocnych zdań padało więcej. - Oni nie mogą mieć pretensji, że zostali odwołani w taki sposób, niezgodnie ze statutem. Powinno to wyglądać w taki sposób, że powinni wyjechać z klubu na kupie gnoju. Na to sobie zasłużyli, rujnując ten klub finansowo, wizerunkowo i sportowo, bo IV liga stoi za drzwiami. Bardzo prawdopodobne, że uda im się do tego doprowadzić, ale liczę, że trener i zawodnicy do tego nie dopuszczą - powiedział Synowiec.

 

Dramaturgii dodaje fakt, że na początku przygody Adama Gołubowskiego ze Stilonem miał on spore poparcie uznanego w Gorzowie prawnika. - Wtedy wydawało mi się, że to jest stosunkowo młody człowiek, który dostanie szansę pokazania się w Polsce i ją wykorzysta, że jest osobą ambitną i ma warsztat pracy. Tak mówiono o nim w otoczeniu i w to uwierzyłem. Nie jestem byłym piłkarzem i nie potrafię niektórych rzeczy ocenić. Sprawiał dobre wrażenie, miał dobre referencje. To była zachęta do tego, żeby odpowiednio w Gorzowie funkcjonował. Rzeczywistość okazała się bardzo smutna. Dzisiaj wstydzę się tego, że tak ciepło wypowiadałem się wówczas o trenerze - przyznał.

 

Podczas środowej konferencji światło dzienne ujrzało wiele innych spraw, które można by podsumować krótko: nie ma niczego. Brakuje takich dokumentów jak umowy zawodników, rozliczeń wybieranych z konta pieniędzy, wyposażenia medycznego dla masażystów czy umowy trenera Gołubowskiego, która także jest ciekawym wątkiem. - Panu Adamowi skończył się kontrakt 31 maja 2018 roku, natomiast prowadził jeszcze ostatni mecz z Głubczycami w czerwcu. Na pomeczowej konferencji mówił nieprawdę, bo nie musiał się poddawać do dymisji, gdyż już nie pracował w klubie. Mam zapis umowy, pomimo że została zabrana przez pana Adama z sejfu u nas w biurze. Mieliśmy kopię, którą otrzymaliśmy od poprzedniego zarządu. Rozmawiałem z każdym, zanim podjąłem jakiekolwiek działania - wyjaśnił Piotr Biłko.

 

Podobna sytuacja jest z Jackiem Ziemeckim. - Karty bankomatowe miały dwie osoby: żona pana trenera, pani Magdalena i wszystkim znany pan Jacek, zwany dyrektorem. Na to "dyrektorowanie" żadnego pisma w klubie nie ma. Członkowie komisji rewizyjnej sprawdzili również w firmie księgowej, prowadzącej księgi Stilonu, że nie ma żadnego zapisu, zlecenia, umowy o pracę dla pana Jacka. Byłem w banku i te dwie karty rzeczywiście są wydane. Pieniążki były wybierane z konta za ich pośrednictwem. Mówię o ostatnich dwóch miesiącach, bo mamy na to dokumenty w klubie - dodał prezes.

 

O zarzutach można by pisać jeszcze długo. Na razie jednak w klubie skupiają się na sobotnim meczu z Miedzią II Legnica, który zadecyduje, czy Stilon Gorzów utrzyma się w III lidze. Natomiast jeszcze w piątek jest szansa na zapoczątkowanie audytu, który przeprowadzi zewnętrzna firma. Potem zacznie się myślenie o przyszłości. - Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby Stilon w III lidze nie zagrał. Musielibyśmy osiągnąć niekorzystny wynik z Miedzią. Dogrywamy już sprawy na przyszły sezon. Sparingi są ciekawe. Czy to będzie III czy IV liga to pan trener Kamil Michniewicz zostaje z nami i zaczniemy budować Stilon na zupełnie innych zasadach. Nie wiadomo, ile wynosi dług - zakończył Biłko. - Zdajemy sobie sprawę z tego, że prezes Biłko sam sobie nie poradzi. Postawiliśmy sobie następujące zadania. Po pierwsze: osiągnąć w sobotę dobry rezultat, żeby utrzymać się w lidze. To podstawowy cel. Od razu na drugi usiąść, szukać przyjaciół klubu, sponsorów i organizować pieniądze, żeby budować porządny skład i spłacić te najważniejsze zaległości, czyli dla zawodników. Prezes będzie miał bardzo dużo roboty i w najbliższych tygodniach nie prześpi wielu nocy - dodał Synowiec.

 

Osobną sprawą są roszczenia przedstawione przez byłych pracowników klubu. 35 tysięcy to żądania Jacka Ziemeckiego, a Adam Gołubowski upomina się o zaległości w wysokości 60 424, 97 zł m. in. za dojazdy, wynagrodzenia, pożyczki, obozy i leasingi czy honorarium małżonki. Jerzy Synowiec skomentował to następująco: - Panowie, którzy żądają na dzień dobry 100 tysięcy od klubu niech kierują się do sądu i tam walczą z klubem. Myślę, że będziemy mieli wystarczająco dobrych prawników, żeby przed takimi atakami się obronić. Swoją drogą, zdumiewające jest, że przypomnieli sobie o takich długach, kiedy już nie są pracownikami klubu, a mieli przecież czas, żeby sami od siebie tego zażądać, poprosić prezesa czy dyrektora, aby spłacili zaległości. Te dokumenty to obraz tego co nie powinno się wydarzyć w żadnym klubie, ale też firmie - stwierdził prawnik.

 

Atakowani wszelkie zarzuty odpierają i twierdzą, że na wszystko mają dokumenty. Jacek Ziemecki w rozmowie z Radiem Gorzów przekazał, że jest gotowy do starcia z prokuraturą. Co więcej, ma pewność, że racja jest po jego stronie i nie ma się czego obawiać.

 

Autor: Marcin Malinowski

piłka nożna, iii liga, stilon gorzów, miedź ii legnica, piotr biłko, jerzy synowiec, adam gołubowski, jacek ziemecki - komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Piłka nożna, - więcej informacji