Za naprawę samochodu możemy zapłacić mniej. W czwartek wchodzą w życie przepisy liberalizujące rynek części zamiennych. Zarzuca im się jednak niekonstytucyjność - pisze "Rzeczpospolita".
Chodzi o słynną już klauzulę napraw. Umożliwia ona produkcję i sprzedaż widocznych części zamiennych bez ponoszenia kosztów związanych z ich autoryzacją. Zawiera ją art. 1061 ustawy - Prawo własności przemysłowej. Dzięki niej właściciele samochodów mają mniej płacić za ich naprawę. Taka była intencja ustawodawcy.
Od kilku lat koncerny samochodowe masowo zastrzegają wzory poszczególnych części pojazdów. Tymczasem same produkują ich tylko około 20%, a pozostałe 80%. zamawiają u niezależnych producentów. Pakują je potem w pudełka ze swoim logo i dodają bardzo wysoką marżę. To dlatego naprawa samochodu w autoryzowanym warsztacie jest taka droga - mówi Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów Części Motoryzacyjnych.
Szyby czołowe z logo producenta samochodu kosztują dwa razy więcej od szyb wyprodukowanych w tym samym zakładzie, ale już bez logo - dodaje Tomasz Tarkowski z PZU.
W opinii Frankego klauzula przełamuje monopol koncernów, ale tylko na widoczne części zamienne objęte ochroną Urzędu Patentowego, takie jak lusterka, zderzaki, reflektory. W efekcie ich ceny będą stopniowo spadać. Podobnie było w innych państwach europejskich, które wprowadziły klauzulę napraw do swoich krajowych przepisów. Obowiązuje ona: w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Luksemburgu, Irlandii, Holandii, Belgii, Hiszpanii, na Węgrzech czy Łotwie.
Klauzula zmusi także ubezpieczycieli do obniżenia cen polis - dodaje Tomasz Tarkowski.
Odmiennego zdania jest Marek Konieczny z Polskiej Izby Motoryzacji. Z klauzuli napraw, poza niektórymi producentami części nieoryginalnych, skorzystają głównie towarzystwa ubezpieczeniowe. Już w tej chwili zmuszają właścicieli samochodów, by do naprawy aut używali tańszych części niemarkowych. Po 1 listopada to zjawisko stanie się zapewne masowe.
Komentarze